Jak zaprojektować kategorie i filtry w sklepie internetowym, by sprzedawały

Contenu

Najczęstsze podejście do e-commerce wygląda tak: katalog produktów trafia do sklepu, a kategorie i filtry „dopina się” na końcu. Skuteczne podejście działa odwrotnie, bo już na etapie planowania odpowiada na pytanie, jaka platforma do sklepu internetowego i jak ułożona struktura pomogą klientowi szybciej znaleźć produkt, a firmie sprzedać więcej.

Analizując projekty sklepów internetowych dla firm z Kielc, regionu świętokrzyskiego i całej Polski, widzę jeden powtarzalny schemat: dobrze zaprojektowane kategorie i filtry skracają drogę do zakupu, a źle zaprojektowane zamieniają sklep w magazyn bez regałów. W tym artykule rozbieram typowe błędy, które popełnia się przy planowaniu nawigacji, tak byś mógł ich uniknąć albo naprawić je w istniejącym sklepie.

Jeśli budujesz nowy e-commerce albo porządkujesz istniejący katalog, ta wiedza przyda Ci się szczególnie. W praktyce oznacza to lepszą użyteczność, mocniejsze SEO kategorii, niższy współczynnik porzucenia wyszukiwania i mniej frustracji po stronie użytkownika. A frustracja w sklepie online działa jak źle ustawiony regał w hurtowni — niby stoi, ale nikt nie chce tam wracać.

Jeżeli chcesz spojrzeć na temat szerzej, warto zacząć od nadrzędnego etapu planowania, czyli jak przygotować firmę do stworzenia sklepu internetowego, a potem wrócić do detali architektury. Gdy struktura katalogu jest dobrze przemyślana, wybór technologii, integracji i działań marketingowych staje się znacznie prostszy.

Za szerokie kategorie, które mieszają różne intencje zakupowe

Za szeroka kategoria to najczęstszy błąd w projektowaniu katalogu sklepu. W praktyce oznacza to jedną zakładkę, w której lądują produkty o różnych zastosowaniach, parametrach i poziomach cenowych, bo „tak było prościej na start”. Dla użytkownika nie jest to prostota, tylko chaos w eleganckim opakowaniu.

Taki błąd zwykle kusi właściciela sklepu, bo daje wrażenie porządku już na pierwszy rzut oka. Lista kategorii wygląda krótko, menu wydaje się przejrzyste, a wdrożenie kosztuje mniej czasu. Problem pojawia się później: klient wchodzi po konkretny produkt, trafia do zbyt dużej grupy i musi sam wykonać pracę, którą sklep powinien zrobić za niego.

Najbardziej cierpią sklepy z asortymentem technicznym, odzieżowym i wyposażeniem domu, gdzie jedna kategoria potrafi obejmować produkty zupełnie różne pod względem cech użytkowych. Jeśli ktoś szuka „butów trekkingowych”, nie chce przeglądać wszystkich butów sportowych, zimowych i codziennych. Jeśli ktoś szuka „lampy sufitowej”, nie potrzebuje od razu całego działu oświetlenia bez dodatkowego podziału.

Skutkiem są słabsze wskaźniki użyteczności, większa liczba kliknięć do produktu i gorsza widoczność SEO dla bardziej precyzyjnych fraz. Kategoria o zbyt szerokim zakresie trudniej też opisuje się treściowo, bo opis zaczyna być ogólny i mniej trafny dla wyszukiwarki. Google i użytkownik lubią precyzję. Nikt nie lubi kosza na wszystko, nawet jeśli ma ładny interfejs.

Jak to naprawić: rozbij kategorię według realnej logiki zakupowej, nie według wewnętrznego działu firmy. Kategorie powinny odpowiadać temu, jak klient myśli o produkcie, a nie temu, jak magazyn ma ułożone kartony.

  • podziel asortyment według zastosowania, a dopiero potem według cech pomocniczych;
  • sprawdź, które filtry powtarzają się najczęściej przy wyborze produktu;
  • twórz nazwy kategorii tak, by były zrozumiałe bez znajomości branżowego żargonu;
  • ogranicz liczbę pozycji na jednym poziomie menu do takiej, którą da się szybko przeskanować wzrokiem.

W jednym z projektów, nad którym pracowałem, sklep z wyposażeniem wnętrz miał jedną kategorię „Dekoracje”, w której znajdowały się świece, lustra, wazony, grafiki i tekstylia. Po uporządkowaniu struktury na bardziej konkretne działy użytkownik szybciej trafiał do właściwego produktu, a zespół marketingu dostał czytelniejsze landing page’e pod SEO i kampanie Google Ads. To nie magia, tylko dobra architektura informacji.

Jeśli klient musi zastanawiać się, gdzie kliknąć, sklep już przegrywa z konkurencją, która ten wybór uprościła.

Warto też pamiętać, że szeroka kategoria często wymusza słabsze opisy produktowe i uboższe linkowanie wewnętrzne. A to właśnie spójne połączenie kategorii, opisów i filtrów buduje strukturę, którą łatwo indeksować i jeszcze łatwiej kupować.

Zbyt głębokie drzewo kategorii, które ukrywa produkty

Zbyt głęboka struktura kategorii spowalnia zakup i osłabia widoczność najważniejszych produktów. Klient trafia wtedy przez kilka warstw menu, zanim zobaczy realną ofertę, a każdy dodatkowy poziom zwiększa ryzyko porzucenia ścieżki.

Taki układ powstaje zwykle wtedy, gdy firma próbuje „uwzględnić wszystko”. Brzmi odpowiedzialnie, ale w praktyce prowadzi do katalogu, który przypomina archiwum bez indeksu. Dla zespołu wewnętrznie struktura bywa logiczna, dla użytkownika jest męcząca. I właśnie tu różni się porządek operacyjny od porządku sprzedażowego.

Największy problem pojawia się tam, gdzie użytkownik musi przejść przez kategorie nadrzędne, podkategorie, podpodkategorie i dopiero potem dotrzeć do listy produktów. Jeśli sklep sprzedaje kilka tysięcy pozycji, pokusa rozbudowy drzewka jest duża. Jednak nie każdy poziom dodaje wartość. Czasem tylko oddala człowieka od produktu.

Skutek bywa podwójny. Z jednej strony użytkownik szybciej się gubi, z drugiej strony wyszukiwarka nie zawsze przekazuje wystarczająco dużo sygnałów semantycznych dla głęboko ukrytych stron. Najmocniejsze strony kategorii zwykle potrzebują jasnego miejsca w strukturze, a nie schowanej ścieżki prowadzącej przez trzy zakręty i jedno ślepe wyjście.

Jak to naprawić: spłaszcz strukturę tam, gdzie to możliwe, i zostaw głębię tylko tam, gdzie naprawdę porządkuje ofertę. Zazwyczaj lepiej działa układ z kilkoma czytelnymi poziomami niż wielopiętrowa szafa z produktami.

  1. Wypisz wszystkie kategorie i podkategorie w jednym widoku.
  2. Zaznacz te, które klient rozumie od razu bez dodatkowego objaśnienia.
  3. Usuń poziomy, które nie zmieniają decyzji zakupowej.
  4. Połącz rzadkie gałęzie z kategoriami nadrzędnymi lub z filtrami.

Jeśli zastanawiasz się, jak ułożyć to od strony wdrożeniowej, dobrym punktem odniesienia będzie też przewodnik o architekturze sklepu internetowego przed wdrożeniem. Tam rozpisujemy logikę struktury bardziej ogólnie, a tu schodzimy poziom niżej, do konkretów kategorii i filtrów.

W praktyce najlepszy efekt daje zasada: użytkownik ma dotrzeć do produktu w kilku intuicyjnych krokach, a nie zwiedzać sklep jak labirynt z przeceną na końcu. To jedna z tych decyzji, które nie wyglądają efektownie w prezentacji, ale świetnie działają w sprzedaży.

Filtry, które nie odpowiadają na realne kryteria wyboru

Złe filtry są jak doradca, który mówi dużo, ale nie na temat. Klient widzi opcje, które nie pomagają mu zawęzić wyboru, więc albo je ignoruje, albo rezygnuje z dalszego przeglądania.

UX designer i menedżer omawiają filtry sklepu przy laptopie
Filtry mają pomagać w wyborze, a nie tylko wypełniać panel boczny.

W praktyce taki błąd polega na dodaniu filtrów „bo wypada”, a nie dlatego, że odpowiadają one na faktyczne decyzje zakupowe. Sklep może pokazywać filtr po kolorze, gdy użytkownicy częściej porównują rozmiar, materiał, kompatybilność, zastosowanie albo zakres parametrów technicznych. Innymi słowy: sklep pyta o to, co łatwo było wdrożyć, zamiast o to, co naprawdę pomaga wybrać.

Dlaczego to kusi? Bo filtry są jednym z tych elementów, które wyglądają na kompletne nawet wtedy, gdy nie rozwiązują problemu. Zespół widzi je na ekranie i ma poczucie zaawansowania funkcjonalnego. Użytkownik widzi je i myśli tylko, że ktoś nie odrobił lekcji z własnego asortymentu.

W sklepach B2B, technicznych i branżowych dobrze działają filtry oparte na parametrach, normach, wymiarach, kompatybilności i cechach użytkowych. W e-commerce modowym większe znaczenie mają rozmiar, fason, kolor, krój i sezon. W sklepie z wyposażeniem domu ważniejsze bywa zastosowanie, typ montażu i styl. Filtr musi wynikać z logiki kategorii, a nie z przyzwyczajenia projektanta.

Jak to naprawić: oprzyj filtry na danych z zapytań klientów, historii sprzedaży, wyszukiwarki wewnętrznej i rozmów handlowych. Jeśli nie masz jeszcze danych, zacznij od prostego audytu asortymentu i pytania: co klient porównuje przed zakupem?

Typ sklepu Filtry, które zwykle mają sens Filtry, które często są tylko dekoracją
Odzież Rozmiar, kolor, fason, materiał Ogólne etykiety bez znaczenia zakupowego
Elektronika Parametry techniczne, kompatybilność, moc, złącza Przypadkowe filtry estetyczne
Dom i ogród Wymiary, zastosowanie, montaż, rodzaj materiału Filtry, których nikt nie używa w decyzji

Mini-przykład z praktyki: jeśli sklep oferuje 120 modeli akcesoriów, a użytkownicy najczęściej zawężają wybór po dwóch cechach, to piętnaście dodatkowych filtrów nie poprawi doświadczenia. Raczej je zamuli. Mniej znaczy więcej, ale tylko wtedy, gdy to „mniej” jest trafione.

Warto też uważać na filtry, które nie współgrają z kategorią główną. Gdy użytkownik filtruje po cechach nieistotnych dla danej sekcji, system wygląda na przeładowany, a nie pomocny. To jeden z powodów, dla których przy projektowaniu e-commerce dobrze jest łączyć UX, SEO i analizę sprzedażową, a nie oddzielać te obszary grubą kreską.

Duplikowanie tej samej treści w kategoriach i filtrach

Duplikacja treści i podobnych listingów osłabia zarówno SEO, jak i czytelność sklepu. Jeśli te same produkty pojawiają się w kilku miejscach bez jasnej logiki, użytkownik ma wrażenie chaosu, a wyszukiwarka dostaje zestaw podobnych stron, które konkurują ze sobą.

To częsty skutek budowania sklepu pod wewnętrzną strukturę firmy, a nie pod zachowanie kupującego. Kiedy kategorie i filtry tworzą wiele niemal identycznych widoków, katalog zaczyna się rozmywać. Strony kategorii tracą własny charakter, a filtry generują stany pośrednie, które nie zawsze powinny walczyć o indeksację.

Kusi to z dwóch powodów. Po pierwsze, łatwo wtedy „pokazać wszystko wszędzie”, więc żadna osoba z zespołu nie mówi, że czegoś brakuje. Po drugie, na pierwszy rzut oka sklep wydaje się bardziej rozbudowany. Problem w tym, że rozbudowany nie znaczy lepiej uporządkowany. Czasem to po prostu ten sam pokój sfotografowany z trzech stron i nazwany trzema kategoriami.

W praktyce duplikacja dotyczy zwłaszcza sklepów, które pozwalają filtrować po wielu cechach, a następnie tworzą osobne strony dla tych samych kombinacji bez kontroli kanoniczności, indeksacji lub logicznej hierarchii. Dla SEO to ryzyko rozproszenia sygnałów. Dla użytkownika to ryzyko powtarzalnego przeglądania tego samego zestawu produktów w różnych miejscach sklepu.

Jak to naprawić: rozdziel role kategorii i filtrów. Kategoria powinna budować temat i intencję zakupową, a filtr zawężać wybór bez tworzenia niepotrzebnych podstron, które niczego nowego nie wnoszą.

  • ustal, które strony mają być głównymi stronami docelowymi dla SEO;
  • ogranicz indeksację widoków o niskiej wartości;
  • unikaj tworzenia kilku nazw dla tej samej grupy produktów;
  • spójnie opisuj kategorie, aby każda miała własny kontekst semantyczny.

Jeśli chcesz poprawić także sprzedaż, a nie tylko strukturę techniczną, warto przejść do działań na styku UX i optymalizacji konwersji. Dobrym uzupełnieniem będzie nasz materiał o tym, jak zwiększyć konwersję w sklepie internetowym, bo dobrze zrobione kategorie pracują nie tylko na ruch, ale też na decyzję zakupową.

Z mojej praktyki wynika, że sklepy uporządkowane treściowo wygrywają nie spektakularnym efekciarstwem, tylko konsekwencją. To zwykle bardzo nudne w arkuszu, ale bardzo skuteczne w koszyku. A koszyk, jak wiadomo, nie ocenia estetyki strategii — tylko jej efekt.

Brak synchronizacji kategorii z SEO i reklamami

Kategorie, które nie wspierają SEO i kampanii płatnych, przepalają potencjał całego sklepu. Nawet najlepsza struktura katalogu może pracować słabo, jeśli nie ma przełożenia na frazy, treści, linkowanie i strony docelowe reklam.

Specjalista marketingu i strateg widzą plan sklepu oraz mapę fraz
Kategorie powinny wspierać SEO i kampanie, a nie działać obok nich.

To błąd szczególnie kosztowny, bo często nie widać go od razu. Sklep działa, produkty się otwierają, koszyk działa, wszystko wygląda dobrze. Dopiero analiza ruchu pokazuje, że kategorie nie odpowiadają na zapytania użytkowników albo nie nadają się na sensowne landing page’e dla Google Ads i kampanii produktowych.

Dlaczego do tego dochodzi? Bo wiele sklepów projektuje kategorie wyłącznie „pod wygląd”, a nie pod wyszukiwanie. Tymczasem nazwa kategorii, opis, układ produktów i filtrów powinny razem tworzyć stronę, która ma własną wartość informacyjną. Jeżeli kategoria ma tylko listę produktów i nic więcej, to nie wykorzystuje swojego potencjału. Jeśli ma zbyt ogólny opis, staje się mało przydatna. Jeśli ma zbyt wiele rozgałęzień, rozmywa główny temat.

W dobrze zaprojektowanym sklepie kategorie wspierają również marketing de contenu. Można na nich budować opisy, poradniki zakupowe, odpowiedzi na wątpliwości klienta i wewnętrzne linki do powiązanych produktów. To właśnie wtedy sklep zaczyna pracować jak system, a nie jak przypadkowa lista ofert.

Jak to naprawić: zacznij od mapy fraz i intencji zakupowych. Następnie dopasuj do nich strukturę kategorii, nazwy podkategorii, treści opisowe i miejsca linkowania wewnętrznego. Dopiero potem testuj, czy dana sekcja nadaje się na reklamę, czy lepiej użyć jej jako wspierającej strony informacyjnej.

Przy większych wdrożeniach warto też uwzględnić technologię sklepu, bo nie każda platforma równie dobrze radzi sobie z rozbudowanym katalogiem, faceted navigation i kontrolą indeksacji. Jeśli jesteś na etapie wyboru rozwiązania, pomocny będzie tekst o tym, jaka platforma do sklepu internetowego sprawdza się najlepiej w różnych scenariuszach. Technologia nie zastąpi dobrego projektu, ale może go albo ułatwić, albo skutecznie utrudnić.

Krótko mówiąc: kategorie i filtry nie są tylko elementem UI. To część strategii sprzedaży, SEO i reklam. Jeśli te trzy obszary nie grają do jednej bramki, sklep traci energię dokładnie tam, gdzie klient powinien ją oszczędzać.

Niejednoznaczne nazwy, które brzmią ładnie, ale nic nie mówią

Niejasne nazwy kategorii i filtrów utrudniają decyzję szybciej niż zły układ graficzny. Użytkownik może wybaczyć prosty design, ale nie wybacza etykiet, które wymagają zgadywania.

To błąd, który bardzo lubi się w sklepach tworzonych „na wyczucie”. Pojawiają się nazwy typu „Inspiracje”, „Kolekcja”, „Premium” albo „Linia specjalna”, choć klient szuka konkretu: typu produktu, zastosowania, materiału albo parametrów. Takie etykiety brzmią dobrze w prezentacji marki, ale słabo w drzewie kategorii. W e-commerce poetyka ma swoje miejsce, tylko rzadko jest nim główne menu.

Dlaczego to kusi? Bo nazwa brzmi marketingowo i daje wrażenie elegancji. Tymczasem klient nie wchodzi do sklepu po metaforę. Wchodzi po produkt. Jeśli musi tłumaczyć sobie sens nazwy, to sklep już wymaga od niego dodatkowego wysiłku, a to zawsze obniża komfort przeglądania.

W praktyce dobre nazewnictwo powinno być precyzyjne, spójne i możliwie krótkie. Nie znaczy to, że musi być surowe. Może być przyjazne, ale bez mgły semantycznej. Jeżeli filtr ma dotyczyć materiału, nazwij go materiałem. Jeżeli kategoria dotyczy rodzaju produktu, nie ukrywaj tego za inspiracyjnym hasłem, które rozumie tylko osoba od brandbooka.

Jak to naprawić: przetestuj nazwy na osobie spoza firmy. Jeśli nie wskaże właściwej grupy produktów bez dopowiedzeń, nazwa jest zbyt ogólna. To prosty test, ale wyjątkowo skuteczny.

  1. Zapisz wszystkie nazwy kategorii i filtrów.
  2. Usuń te, które nie pokazują rodzaju produktu lub cechy wyboru.
  3. Zamień marketingowe etykiety na nazwy zakupowe.
  4. Sprawdź, czy użytkownik rozumie strukturę bez pomocy sprzedawcy.

W regionalnych wdrożeniach, także dla firm z Kielc i okolic, często powtarzam klientom jedną rzecz: dobry katalog nie ma zachwycać swoją sprytnością, tylko prowadzić do zakupu. Trochę jak dobry sprzedawca w sklepie stacjonarnym — wie, kiedy powiedzieć za mało, a kiedy pokazać właściwą półkę.

Jeżeli dopracujesz nazewnictwo, strukturę i logikę filtrów, sklep staje się nie tylko wygodniejszy, ale i bardziej odporny na błędy w rozwoju. Nowe produkty łatwiej dopiąć do systemu, a rozbudowa asortymentu nie rozsadza nawigacji od środka. To właśnie ten moment, w którym projekt zaczyna pracować długofalowo, zamiast gaszenia pożarów przy każdym nowym wdrożeniu.

Na końcu zawsze patrzę na jedno: czy klient po wejściu do sklepu wie, gdzie jest, co ma przed sobą i jak ma zawęzić wybór. Jeśli odpowiedź brzmi „tak”, struktura kategorii i filtrów robi swoją robotę. Jeśli brzmi „mniej więcej”, to jeszcze nie jest gotowa na sprzedaż.

Autres entrées
Lire aussi

Erreur 404

Erreur 404 - Page introuvable. L'erreur 404 est l'une des erreurs les plus courantes lorsque…

HTML

HTML : Les bases de la création de pages Web. HTML (Hypertext Markup Language) est le langage de balisage de base utilisé pour…

.htaccess

.htaccess : Outil de configuration du serveur Apache. .htaccess, abréviation de „ Hypertext Access ”, est un fichier de configuration puissant utilisé

Au-dessus du pli (ATF)

Au-dessus de la ligne de flottaison (ATF) Au-dessus de la ligne de flottaison (ATF) est un terme qui provient de

CPA (Coût par action)

Qu'est-ce que le CPA ? Le CPA (coût par action) est un modèle de tarification utilisé en publicité en ligne.

Gestion des flux de produits

Qu’est-ce que la gestion des flux de produits ? La gestion des flux de produits est le processus de gestion d’un flux de produits, c’est-à-dire d’un fichier